"Znowu wracasz do domu styrana
Znowu Cię widzę na kolanach
Znów nie pytam gdzieś była, skąd żeś wróciła"
nawet nie chcę myśleć gdzie muszę iść. jak daleko od domu muszę sie znaleźć i na jak długo. dobrze, że tylko raz w tygodniu. ciągle mi źle. ciągle czuję się wypompowana. kurwa.
"Tępo patrzysz po ścianach, tępo patrzysz po ścianach
A ja znikąd się więcej nie dowiem
Ni z oczu Twych i powiek, zaciśniętych do krwi warg
Możesz milczeć sobie"
wzrok mam pusty - racja. nie czuję już niczego. tak naprawdę. zaczyna mi być wszystko jedno. a przede mną jeszcze 9,5 miesiąca.
"Znowu budzisz się rano styrana
Znowu Cię widzę na kolanach
Znów nie pytam co się śniło, co tam słychać"
sny mam coraz głupsze. i zawsze o Nim. ciągle Go nie ma, odchodzi, ucieka, zostawia. bez słowa. na długo, na zawsze, przeze mnie. przez fochy, humor i kłótnie. tylko, że ja inaczej nie umiem... chyba nawet nie chcę się starać inaczej. źle?
"Tępo patrzysz po ścianach, tępo patrzysz po ścianach
A ja znikąd się więcej nie dowiem
Ni z oczu Twych i powiek, zaciśniętych do krwi warg
Możesz milczeć sobie, możesz milczeć sobie"
a powieki zaciskam żeby nie płakać. nawet tyle mi się nie udaje. grunt, że przy Tobie nie umiem płakać. haha. śmieszna jestem. wargi też już mi krwawią. i trudno.
"Znikąd się więcej nie dowiem
Niż z oczu Twych i powiek, zaciśniętych do krwi warg
Możesz milczeć sobie
Nic mi więcej nie powie
Niewzruszone ramię i dłonie
Przestępujące ciało z nogi na nogę
Możesz milczeć sobie, możesz milczeć sobie
I tak wiemy oboje..."
mam dość tego stanu apatii dopadającego na 10 miesięcy w roku. chciałabym móc być sobą. tak cały czas. dość mam tego, że jednego dnia jest cudownie, następnego mam ochotę zrobić komuś krzywdę. sprawić przykrość jednym słowem. dość mam tego już.
a nazwa zespołu idealnie pasuje do określania moich stanów emocjonalnych. jak długo można, do jasnej cholery, robić z siebie ofiarę i użalać się nad sobą. tak bardzo nie chcę, a tak trudno wszystko na raz pozmieniać. tak wiele rzeczy chcę w sobie poprawić, że w końcu nie poprawiam niczego - nad jest jak było i to jeszcze bardziej przytłacza, dusi, tłamsi.
a moje sumienie waży 12763854kg.